Coś na przyjemny sen
Maria Konopnicka
“Nie było dla nas godziny ni chwili”
Nie było dla nas godziny ni chwili,
W której by serce do serca gadało.
Jeśliśmy kiedyś ze sobą mówili,
To obojętnie i zimno, i mało,
I tak, jak mówią na drożnej krawędzi
Przelotne ptaki, gdy wicher je pędzi.
Ale w powietrzu, z którego twe usta
Brały swój oddech, zostało się drżenie…
I już ta przestrzeń nie była mi pusta,
Bo w niej utkwiło to nasze milczenie
I niosły się w niej, jako kwietne puchy,
Niewymówionych słów dźwięki i duchy.
Dziś w tej muzyce zasłuchana stoję
Na wpół radośnie, a na wpół boleśnie…
Znam każdy ton jej, lecz złożyć się boję
Z tonów tych strofy, akordy i pieśnie.
Lecz gdy się w sobie ukoję, uciszę,
Strofy te czuję i pieśni te słyszę.
Tak harfa, stojąc w samotnej ustroni
Z pełnymi struny miłosnej tęsknoty,
Nagle się sama wśród ciszy rozdzwoni
I wyda z siebie głos i akord złoty.
A choć jej promień nie trąci miesiąca,
Srebrnymi szmery jest cała drgająca.
Spotkałam Cię przypadkiem, a potem okazało się, że czekałam na to całe życie.!
Wakacje powoli dobiegały końca, a razem z nimi tańce do białego rana i wypady za miasto ze znajomymi. Słońce coraz szybciej chowało się za horyzontem, a noce stawały się dłuższe. Nieubłaganie zbliżał się początek roku szkolnego, ale nie dla wszystkich było to aż takie straszne.
Mam 16 lat, a dokładniej jutro będę miała 16 urodziny dzięki czemu już 1 września wsiądę do Hogwart Express i zacznę mój pierwszy rok nauki w szkole dla czarodziei.
Ulica Pokątna była pełna ludzi, wszyscy już zdążyli się przyzwyczaić do nowego reżimu Czarnego Pana więc wszystko toczyło się prawie normalnie… ale tylko prawie, bo tak naprawdę każdy co chwilę się rozglądał i obracał za siebie by sprawdzić czy nikt go nie śledzi. Ludzie nie czuli się bezpieczni. Po 22 prawie nie wychodzili z domów. Ale czas płynie dalej, trzeba jakoś żyć w tym zwariowanym świecie.
-O czym znowu myślisz? - głos Carrie ściągnął mnie na ziemię.
-O niczym. Jak zwykle, same głupoty - uśmiechnęłam się i wyszukałam wzrokiem mój ulubiony sklep.
-Tak, wiem. Chcesz tam zajrzeć? To ja pójdę do apteki. Spotkamy się w lodziarni?
- Ok, pa. - Carrie jest najlepszą przyjaciółką na świecie, znamy się od dziecka i rozumiemy bez słów. Gdy zaczęła się oddalać szybkim krokiem skierowałam się w stronę sklepu z markowym sprzętem do Quidditcha. Tak, to była moja największa miłość. Sklep był prawie pusty, sprzedawca - Pan Stone- przywitał się ze mną i przekazał mi paczkę dla taty.
Podeszłam do podestu, na którym stała najnowsza miotła wyścigowa (jeszcze w wersji testowanej) by dokładniej obejrzeć to cudo, a potem prosić ojca o idealny prezent urodzinowy.
- Chyba sklepy pomyliłaś - stał po drugiej stronie podestu i uśmiechał się złośliwie.
- Nie, przyszłam tu żeby popatrzeć na moją przyszłą miotłę.
- I po co Ci taka miotła? - był zbyt arogancki i pewny siebie, ale w jego oczach było coś niezwykłego.
- Skoro nie wiesz do czego służą miotły to chętnie Ci wytłumaczę. Bo widzisz jest sobie takie boisko z 6 bramkami i jest 14 zawodników i..
- Zabawna jesteś. Więc chcesz grać w Quidditcha ? - Nieznajomy przybliżył się do mnie i przez moment mogłam tonąć w jego spojrzeniu.
- Będę w reprezentacji i zostanę najlepszym szukającym w sezonie. - ‘A do tego pokonam Voldemorta’ dodałam już w myślach i spojrzałam na niego wojowniczo. I staliśmy tak przez moment, nie pozwalając odejść chwili.
Welcome to my Time
Witajcie.
Opowiem Wam pewną historię… wszyscy oczywiście znacie opowieści o Harrym Potterze i jego walce z Voldemortem, ale co by było gdyby…
I tu właśnie zaczyna się moja bajka. Na początek wyobraźcie sobie, że jest 31 października 1981 roku. Lord Voldemort idzie główną ulicą w Dolinie Godryka w stronę domu Potterów. Jeszcze tylko jedna głupia przepowiednia dzieli go od wygranej, jedno małe dziecko. Im szybciej się g pozbędzie tym lepiej. Wchodzi do domu Potterów, głupi Glizdogon zdradził mu ich kryjówkę licząc, że dzięki temu przeżyje. Ale potężnemu Panu Śmierci nie potrzebni słabi i tchórzliwi słudzy. Zabije go gdy tylko wróci. Drzwi otwiera mu James, jego uśmiech szybko znika z twarzy gdy widzi wyciągniętą różdżkę. Przed śmiercią zdążył tylko krzyknąć “Lily uciekaj z Harrym”. Nie udało jej się daleko uciec, nie miała różdżki, nie miała jak się bronić. Umarła szybko. Został mu tylko Harry, malutki chłopczyk, taki niewinny i zwyczajny, a tylko on mógł teraz zagrozić Czarnemu Panu. Wyciągnął różdżkę, chłopiec przestał płakać. Zielony błysk załatwił sprawę. Teraz Lord Voldemort wraca zadowolony do domu.
Więc Harry Potter nie przeżył. Lord Voldemort ciągle rośnie w siłę. Wszyscy czarodzieje z mugolskimi korzeniami uciekli do Ameryki lub wschodniej Azji. Zakon Feniksa został rozbity. W świecie czarodziejów zapanowały mroczne czasy. Jedynym nie podbitym przez Śmierciożerców bastionem w UK pozostaje Hogwart, który utrzymuje się dzięki pomocy czarodziejów z całego świata.
Mamy sierpień 1984 roku. Hogwart ze względów bezpieczeństwa kształci czarodziei od 16 roku życia. Poza tym pełni inne funkcje: jest schronieniem dla poszukiwanych czarodziei, bazą główną odrodzonego zakonu i symbolem wiary w lepsze jutro.